Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Teatr Wybrzeże

Trzeba pielęgnować kreatywne podejście - #LudzieTeatru

Kiedy przychodzą do mnie grupy młodzieży licealnej, zadają pytanie „Ale o co chodziło w tej scenie?” to ja odbijam to pytanie i mówię „No właśnie, o co - według was -  chodziło w tej scenie?”. I oni mówią, odpowiedź jest w nich, tylko trzeba stworzyć przestrzeń, by mogli ją odkryć . O tym, czym jest pedagogika teatru opowiada Weronika Łucyk. Na stronie Teatru Wybrzeże nad pani nazwiskiem widnieje enigmatyczny nagłówek „specjalista ds. edukacji” Co to znaczy? Czym zajmuje się pani na co dzień w teatrze? Gdybym miała powiedzieć, kim się czuję, to odpowiedziałabym, że pedagogiem teatru. Pracuję z ludźmi w taki sposób, żeby pełniej doświadczali teatru, a także poszerzali swoją perspektywę dotyczącą tematów, które badamy. Wszystko za pomocą języka teatru. Pracuję głównie z widzami, ale nie z osobami, które chciałyby się zajmować aktorstwem. To czym się zajmuję nie ma nic wspólnego z zawodowymi umiejętnościami, czy warsztatem technicznym aktora, aczkolwiek może być przydatne t...

Pół życia na scenie

Ponad pięć tysięcy występów w teatrze. Główne role stworzone na deskach Teatru Wybrzeże i nie tylko. Jan Sieradziński grał bowiem gościnnie także w Teatrze Muzycznym w Gdyni, a w jego dorobku artystycznym odnaleźć można wiele ról radiowych oraz kreacji stworzonych dla Teatru Telewizji.  Wszystko zaczęło się już rok po ukończeniu warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, kiedy to w 1963 roku zadebiutował na deskach Teatru Wybrzeże w roli Henryka księcia Walii w "Królu Henryku IV" Williama Shakespeare'a w reż. Jerzego Golińskiego. Jak sam przyznaje, Teatr Wybrzeże był miejscem pracy, które sobie wymarzył. Odwiedzał go podczas wizyt w Gdańsku i będąc jeszcze studentem zapragnął pracować właśnie tam. Z Wybrzeżem był związany przez całe swoje życie zawodowe, do 2003 roku. Według Jana Sieradzińskiego „od reżyserów zależy jakość spektakli”. W swojej karierze grał w wielu przedstawieniach w reżyserii Jerzego Golińskiego, Stanisława Milskiego oraz Kazimierza Braun...

Beckett, obłoki i uwolnione dźwięki

Kolejny dzień na Festiwalu Between był obfity w wyjątkowe wydarzenia. Widzowie odbyli włoskie spotkanie z Beckettem i Teatrem ZAR na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże, potem wzięli udział w premierze filmu S.E. Gontarskiego, a następnie uwolnili dźwięki razem z Mateuszem Rychłym i Maciejem Rychłym.  Ostatnia taśma To monodram Teatru ZAR, współtworzony przez Instytut Grotowskiego we Wrocławiu. Monodram szczególny, gdyż grany po włosku, przez Alessandra Curtiego. Próba zmierzenia się z Beckettem rozpoczęła się od humorystycznej gry z widzami. Młody aktor opowiadał o jego pracy nad dziełem tak poważnego artysty, jakim jest Samuel Beckett, nakreślił czasy pisania dramatu oraz okoliczności tworzenia samego spektaklu. Zgromadzeni widzowie mieli nawet szansę razem z aktorem zmierzyć się z zadaniem obrania i skonsumowania banana w określonym. Następnie przyszła kolej na zabawę głosem i wykonanie kilku podstawowych aktorskich ćwiczeń w języku włoskim. Obawiałam się - nie czytając wcz...

Próba sił

Przytłaczająca atmosfera śledztwa, próba sił dwóch wielkich monarchiń i dwóch wielkich aktorek. „Maria Stuart” w reż. Adama Nalepy nie może przejść niezauważenie. Niech nie umknie także Waszej uwadze. Widzowie od samego początku są „na kontrolowanym”. Melvil (Marzena Nieczuja – Urbańska) w ciemności wychodzi na scenę i zaczyna świecić latarką po widowni – tak, jak to się robi na filmach podczas oględzin miejsca zbrodni. Na scenę wnoszone jest krzesło, a aktorka pisze na nim „KING”. Chwilę później scenę rozświetlają lampy jarzeniowe świecące ostrym, zimnym światłem. Scenografia Macieja Chojnackiego budzi u widza poczucie niepokoju i osaczenia. Oprócz lamp, po prawej stronie sceny, znajduje się zawieszonych kilkadziesiąt czarnych krzeseł. Jako niemi świadkowie wydarzenia podglądają proces przeciwko Marii Stuart (Dorota Kolak), a następnie patrzą bezczynnie na jej tragedię. Od początku wiadomo, jak jej historia się skończy – zostanie ścięta. Spektakl jest jednak studium na zachowa...

....Virginii Woolf, Virginii Woolf

Na drugi post, który określi w pewien sposób rodzaj tego bloga, wybrałam recenzję spektaklu „ Kto się boi Virginii Woolf” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego . W obsadzie wystąpił niezastąpiony duet Teatru Wybrzeże, Dorota Kolak i Mirosław Baka oraz Piotr Biedroń i Katarzyna Dałek, więc widownia Dużej Sceny na Targu Węglowym była pełna. Spektakl rozpoczyna projekcja bajki „ Mickey Mouse” , jednak atmosfera całego spektaklu zdecydowanie nie jest sielankowa i lekka . Jest już po północy, ale para wykładowców, Marta (Dorota Kolak) i George (Mirosław Baka) spodziewają się gości. Ojciec Marty, rektor uniwersytetu, na którym pracują, poprosił ich o spotkanie z młodym pracownikiem i jego żoną. Nick (Piotr Biedroń), chemik oraz jego niezbyt inteligentna żona (Katarzyna Dałek) przychodzą już lekko nietrzeźwi, a w mieszkaniu starszego małżeństwa zaczyna się bardzo niebezpieczna i niestabilna rozgrywka. Zdanie po zdaniu rośnie napięcie pomiędzy wszystkimi bohaterami. Marta i George dokucza...